| |
admin | 03 Feb 2010
 Klara i Roman Marchwiak z Łuszczanowa na ślubnym kobiercu stanęli 60 lat temu. 12 stycznia 1950 roku powiedzieli sobie „Tak” w trakcie uroczystości ślubu cywilnego. Sakramentalną przysięgę przed ołtarzem w kościele złożyli kilka dni później, 22 stycznia 1950 roku. - Nigdy się nie gniewaliśmy na siebie ani pół dnia, ani nawet godziny - mówią zgodnie małżonkowie. Jako receptę na długie, wspólne życie podają przede wszystkim miłość i kompromis, na jaki musi pójść raz na jakiś czas jedna ze stron. Łuszczanów to rodzinna miejscowość pani Klary, pan Roman pochodzi zaś z pobliskiej Wilkowyi. Małżonkowie poznali sie na zabawie. - Koledzy mnie namówili, żebyśmy przyjechali na zabawę do Łuszczanowa, no i tak się stało, że wszyscy trzej żeśmy się tutaj pożenili!- ze śmiechem wspomina pamiętną potańcówkę pan Roman. Wspólne życie państwo Marchwiakowie zaczęli już z bogatym, niestety niezbyt szczęśliwym, bagażem wspomnień z lat wojennych. Pani Klara wspomina, jak ciężko jej było, już jako zaledwie 14 - letniej dziewczynce, chodzić na zarobek do gospodarzy, później pracować w polu i lesie. Najgorzej jednak wspomina miesiące rozłąki z rodziną, gdy w 1944 roku wywieziona została do pracy w Niemczech. Pan Roman zaś wspomina, jak wojna zastała go w pracy - Akurat kładliśmy bruk na drodze do cukrowni w Witaszycach - Całą wojnę przepracował jako brukarz kładąc drogi i kopiąc rowy przeciwpancerne. Po ślubie pan Roman nadal trudnił się brukarstwem, z dumą mówi, że układał wiele dróg w całej Polsce, pochwalić się może także tym, że kostka, którą ”wyściełana” jest jarocińska Starówka to również jego robota. Płacił jednak za to częstą nieobecnością w domu. - Ciągle człowiek był w delegacji - wspomina. - Kiedyś nawet proponowali nam mieszkania w Warszawie, ale nikt się nie zgodził, tu był i jest nasz dom, tu musieliśmy wrócić - stwierdza pan Roman. Pani Klara po ślubie zajęła się domem i wychowaniem dwóch synów Piotra i Janusza. - Bardzo dobrze się uczyli - mówi z dumą wspominając, że sama skończyła zaledwie 5 klas, bo jej rodziców nie było stać na edukację zarówno jej, jak i jej młodszego brata. - Jak byliśmy młodzi, chodziliśmy na zabawy i różne spotkania - wspominają małżonkowie. Z sentymentem wypowiadają się o rodzinie i sąsiadach, na których wsparcie i przyjaźń mogli liczyć zarówno w młodości, jak i teraz. Diamentowy jubileusz małżeństwa państwo Marchwiakowie świętowali także w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Uczestnicy uroczystości wzięli udział we mszy świętej w wilkowyjskim kościele, później wspólnie bawili się w restauracji „Wadera”. Przed sześćdziesięciu laty weselnicy pani Klary i pana Romana bawili się w ich domu rodzinnym w Łuszczanowie, teraz znów w jeszcze szerszym gronie mogli świętować i wznosić toasty za małżonków. - Wszystkim młodym życzymy, żeby żyli spokojnie i zgodnie, tak aby również mogli dożyć swoich wspólnych 60 lat - mówią jubilaci. (sd)
|