| |
admin | 03 Feb 2010
Bogdan Pluta z Jarocina podczas obcinania gałęzi w ogrodzie spadł z drabiny. W tutejszym szpitalu zdiagnozowano złamanie żebra. Pacjent po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu zmarł. Wdowa zarzuca jarocińskim lekarzom zaniedbania i niewłaściwą opiekę nad poszkodowanym. - W XXI wieku to niedopuszczalne, żeby złamanie żebra było śmiertelnie niebezpiecznym urazem - mówi Bożena Pluta. To kolejna osoba, która skarży się na jakość opieki medycznej w szpitalu w Jarocinie. Było popołudnie, 4 kwietnia 2005 roku. Tego dnia Bogdan Pluta postanowił wykonać w ogrodzie wiosenne prace porządkowe. - Mąż stał na drabinie i obcinał gałęzie przy jednym z drzew. W pewnym momencie spadł - relacjonuje Bożena Pluta, żona poszkodowanego mężczyzny, który niemal natychmiast został przewieziony do szpitala. Trafił na izbę przyjęć, gdzie wykonano zdjęcie rentgenowskie. Żonie Pluty powiedziano, że małżonek zostanie w szpitalu na obserwacji przez 2 - 3 dni, stwierdzając złamanie żeber. - To był pierwszy pobyt mojego męża w szpitalu. On nigdy nie chorował, był okazem zdrowia. Nigdy w życiu nie palił ani nie pił. Przez wiele lat był honorowym dawcą krwi w Polskim Czerwonym Krzyżu - relacjonuje Bożena Pluta, żona poszkodowanego. Jak się później okazało, pierwszy był jednocześnie ostatnim pobytem Bogdana Pluty w jarocińskim ZZOZ-ie.
Zmarł w drodze powrotnej Po wykonaniu prześwietlenia u Bogdana Pluty zdiagnozowano złamanie pięciu żeber. Pacjent przez cały czas pobytu w szpitalu narzekał na pogarszający się stan zdrowia. Miał coraz większe kłopoty z oddychaniem i jedzeniem. W ciągu dwóch tygodni pobytu na oddziale chirurgii stan męża pani Bożeny pogorszył się do tego stopnia, że został on podłączony do respiratora, bo nie mógł sam oddychać. 18 kwietnia 2005 roku trafił na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Dopiero ordynator OIOM-u podjął decyzję o konieczności wysłania Bogdana Pluty na badanie tomografem. - A przez dwa tygodnie pobytu męża na chirurgii nie można było tego zrobić? - pyta po czasie wdowa. Pacjent został wysłany zwykłą karetką na badanie do Kalisza. Po przeprowadzeniu badania tomografem w drodze powrotnej jego stan gwałtownie się pogorszył. Ambulans z Bogdanem Plutą pojechał do szpitala w Pleszewie, gdzie podjęto próbę reanimowania umierającego pacjenta. Bezskutecznie. Bogdan Pluta zmarł. W sekcji zwłok jako przyczynę śmierci podano „masywną zatorowość płucną”. - W dobie dzisiejszej techniki człowiek umiera na złamane żebro. Do szpitala trafiają ludzie po wypadkach z potrzaskanymi głowami. Lekarze otwierają im czaszki i tacy pacjenci wracają do zdrowia, a nie poradzili sobie ze złamanym żebrem. Przez cały czas pobytu mój mąż leżał. Oprócz tego, że mierzono temperaturę, ciśnienie i wykonywano zdjęcia rentgenowskie, nie zrobiono kompletnie nic - żali się kobieta.
Lekarze ponad prawem? Bożena Pluta wspomina również incydent w gabinecie ordynatora chirurgii, Andrzeja Roszaka, gdy jej mąż jeszcze żył i przebywał pod opieką wymienionego lekarza. Bożena Pluta sugerowała, że od ciągłego leżenia jej mężowi może się wdać zapalenie płuc. - Gdy zasugerowałam, że może trzeba przenieść męża do innego szpitala, bo tutaj jego stan się pogarsza, to doktor Roszak się strasznie obruszył. Po prostu się wściekł. Wstał z miejsca i odwrócił się dając tym samym znak, że mam wyjść z jego gabinetu - relacjonuje wdowa. Po śmierci męża pani Bożena miała również nieprzyjemne doświadczenia podczas prób uzyskania ze szpitala dokumentacji pobytu małżonka. Rozżalona śmiercią małżonka szukała sprawiedliwości w sądzie. Miała jednak problemy z uzyskaniem historii choroby zmarłego. - Kopii dokumentacji nie możemy Pani przekazać z powodu braku upoważnienia podpisanego przez Pana Bogdana Plutę - napisał dyrektor szpitala ds. lecznictwa Grzegorz Szymczak w odpowiedzi na żądanie wydania dokumentacji zmarłego. - To miałam iść na cmentarz i poprosić męża, żeby mi z zaświatów podpisał? - pyta retorycznie Bożena Pluta. Dodaje, że mąż podczas przyjmowania do szpitala wyznaczył ją jako osobę upoważnioną do uzyskiwania wszelkich informacji. Po wszczęciu śledztwa zwrócono się do szpitala w Jarocinie o wydanie historii choroby Bogdana Pluty. Policjantowi, podobnie jak wcześniej Bożenie Plucie, odmówiono wydania dokumentacji. W notatce z prokuratury czytamy, iż nie wydano jej policjantowi, twierdząc, że musi ona zostać uzupełniona. - Czy lekarze stoją poza prawem? Dla mnie prawo stanowią sądy, policja i prokuratura. Idzie policjant na polecenie prokuratury do szpitala w celu odebrania dokumentacji, bo prokuratura tego potrzebowała, a lekarz odmawia i twierdzi, że musi ona być uzupełniona - opowiada Bożena Pluta. - Jak dokumentacja jest dobrze prowadzona, to co trzeba uzupełniać? Przecież, gdy pielęgniarka podaje jakąkolwiek tabletkę, to musi się z tego rozliczyć. (…) Był powołany biegły sądowy do badania pisma ręcznego - pan Deling. Stwierdził, że są robione dopiski w historii choroby męża kursywą - żali się kobieta. Na potwierdzenie kobieta pokazuje nam ekspertyzę biegłego z dziedziny badania pisma ręcznego.
Wyrok na tego, który chciał pomóc? Sąd wydał na początku 2007 roku wyrok w sprawie opieki medycznej nad zmarłym Bogdanem Plutą. Wyrok dotyczył Dariusza Skrzypka, ordynatora Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej. De facto był to lekarz pełniący w 2005 roku obowiązki ordynatora, a pochodzący z innej części Wielkopolski. Nie był lekarzem na co dzień związanym z Jarocinem i tutejszym szpitalem. - Lekarz ten już pierwszego dnia pobytu, mojego męża na jego oddziale (OIOM - przyp red.) zadecydował o konieczności przeprowadzenia badania tomografem, którego wówczas nie było w jarocińskim szpitalu. Stwierdził, że musi wiedzieć, co się tam dzieje - mówi Bożena Pluta. Dodaje, że nie ma zastrzeżeń do jego pracy. Uważa, że Dariusz Skrzypek jako jedyny zachował profesjonalne podejście do pacjenta i zaczął działać „błyskawicznie”, aby pomóc Bogdanowi Plucie. Mimo to, sąd uznał, że lekarz nienależycie dopełnił swych obowiązków, decydując się na transportowanie pacjenta zwykłym ambulansem, w którym oprócz kierowcy i sanitariusza nie było lekarza. Lekarz musiał pokryć koszty procesu i wpłacić tysiąc złotych na cele charytatywne. Karę zawieszono na próbny okres roku. Dariusz Skrzypek nie jest już związany z jarocińskim szpitalem. Jedynym lekarzem, którego ukarano, był Dariusz Skrzypek. Niestety, ani z nim, ani z ordynatorem oddziału chirurgicznego w jarocińskim szpitalu nie udało nam się skontaktować. Do sprawy jakości usług w jarocińskim, przekształcanym właśnie w spółkę prawa handlowego szpitalu, powrócimy w kolejnych numerach ŻYCIA JAROCINA. (ts)
|