| |
admin | 02 Mar 2010
Zajęcia rehabilitacyjne, terapeutyczne, opiekuńcze, pielęgnacyjne, specjalistyczne usługi logopedyczne i psychologiczne - to wszystko czeka na 15 - letniego Rafała Frąszczaka z Kotlina w Ośrodku Wsparcia w Noskowie. Czeka - dlatego że kontrakt i decyzja, zgodnie z którą Rafał ma prawo korzystać z tej pomocy, nie mówi nic o tym, w jaki sposób będzie on dowożony na zajęcia. Matka mówi, że nie jest w stanie sama dowozić chłopca, Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie kierujące ośrodkiem również rozkłada ręce.
Busy zakupione kilka lat temu ze środków z Państwowego Funduszu Rehabilitacji osób niepełnosprawnych miały dowozić wszystkie dzieci do Ośrodka. Busy nadal są i jeżdżą, ale niestety po Rafała nie przyjeżdżają. Dlaczego? - Fizyczną niemożliwości jest to, aby wszystkie dzieci dowozić. Wszystko jest uzależnione od całości. Albo dowieziemy grupę dzieci na czas na zajęcia do Noskowa, albo będą zmuszeni jechać nie 12 a 30 kilometrów i na zajęciach będą może nawet o godzinę później.- odpowiada kierownik jarocińskiego PCPR Przemysław Masłowski. Rafał jest dzieckiem z głębokim upośledzeniem psychicznym oraz z ograniczoną sprawnością ruchową, na zajęcia rehabilitacyjne uczęszcza od 1999 roku. - Pamiętam, jak jeszcze zajęcia były w kotlińskiej szkole. Może warunków tutaj świetnych nie było, ale nigdy z dojazdem przynajmniej problemów nie było. Później wszystkie dzieci dowożone były do Sławoszewa. Około 3 lata temu rehabilitację ze Sławoszewa przeniesiono do Noskowa. Pan Masłowski wszystkim obiecywał złote góry, mówił, że tam będzie lepiej, no i co z tego wyszło - tyle, że moje dziecko nie ma tam, jak dojechać! - z żalem mówi matka Rafała, Anna Frąszczak. - Zabierając rehabilitację ze Sławoszewa pan Masłowski powiedział - „Uwierzcie mi, chcę dobra dla waszych dzieci. Zakupię busy, które będą dowozić wszystkich na zajęcia”. Bus rzeczywiście przez jakiś czas jeździł i zabierał dzieci między innymi z Woli Książęcej i z Wilczy. Wówczas w rehabilitacji uczestniczyło więcej dzieci. Jakoś bus mógł zabrać wszystkich, nawet te dzieci, które korzystały z zajęć indywidualnych i zdążył na czas. Teraz w rezultacie tych wszystkich zmian, jakie wprowadził pan Masłowski z gminy Kotlin, z rehabilitacji korzysta tylko jeden chłopiec - dodaje pani Anna. Jak poinformowała nas pani Anna, w grudniu w trakcie zebrania w Noskowie rodzice dzieci korzystających z zajęć dowiedzieli się, że zgodnie z przyznanymi środkami z województwa od stycznia będzie mogło z rehabilitacji korzystać nie ponad 60 dzieciaków tylko 45. - Zastanawialiśmy się, kto odpadnie. Dwa dni później telefonicznie powiadomiono mnie, że Rafał się nie zakwalifikował. Wówczas pierwszy raz interweniowałam u starosty Stanisława Martuzalskiego. Przy mnie dzwonił do pana Masłowskiego. - relacjonuje pani Anna. W rezultacie została poinformowana, że 4 stycznia w trakcie zebrania będą podpisywane kontrakty, i że taki kontrakt dla Rafała również został przygotowany. - Pojechałam na zebranie, podpisałam kontrakt, a później na osobności pan Masłowski poinformował mnie, że po Rafałka bus nie będzie przyjeżdżał, że sama muszę go dowozić na Szubianki (siedziba PCPR i Szkoły Specjalnej - przyp. red.) Za co? Czym? Pytałam wówczas - wspomina matka. Pani Anna ma przede wszystkim żal o to, że została postawiona przed faktem dokonanym. Kontrakty i decyzje od lat są takie same i nigdy problemów z dowozem nie było, a teraz tylko Rafał musiałby być dowożony przez rodziców na zajęcia. - Oni się kierują tym, że ja wożę Rafałka do szkoły w Pleszewie, ale na to środki finansowe mam od wójta (gm. Kotlin- przyp. red).- podejrzewa Anna Frąszczak. Pani Anna fakt, iż Rafał uczęszcza do szkoły w Pleszewie argumentuje tym, że w placówce tej przebywa on tylko 3 godziny. - Po tym czasie w domu mam czas na to, aby go nakarmić, ponieważ sam nie potrafi nawet przegryzać ani się napić. Muszę również podać mu wszystkie leki. Syn bardzo często choruje, jest po pięciu poważnych operacjach. Pewnie, że byłoby mi łatwiej wysłać go na cały dzień do szkoły i na rehabilitację, ale jako matka wiem, że jego stan zdrowia na to nie pozwala. Jeśli chodziłby do szkoły w Jarocinie, byłby zdany na opiekunów, którzy nie mogą zajmować się tylko nim, ale również innymi dziećmi, a Rafał potrzebuje stałej i szczególnej opieki - stwierdza mama. Jak się okazuje, fakt, że Rafał uczęszcza do szkoły poza powiatem jarocińskim, ma rzeczywiście kluczowe znaczenie... - Rozumiem panią Frąszczak i jej żal, ale ona również musi zrozumieć, że my organizujemy zajęcia nie dla jednego dziecka, ale dla kilkudziesięciu. Nie zależy mi na tym, żeby Rafał nie przyjeżdżał na te zajęcia, jemu przecież są one potrzebne. Muszę jednak decydować i wybierać pomiędzy dobrem jednego dziecka a dobrem całej grupy - stwierdza kierownik Przemysław Masłowski. Rafał na chwilę obecną jest jedynym dzieckiem z Kotlina, które na zajęcia w Noskowie dojechać by musiało nie z Szubianek, a bezpośrednio z domu. Bus musiałby przejechać dodatkowe niemalże 30 kilometrów. - Nie o pieniądze tu chodzi, ale czasowo po prostu nie jesteśmy w stanie być w dwóch miejscach na raz - zapewnia Masłowski. Jak wynika z informacji uzyskanych od kierownika problem dojazdu Rafała na zajęcia rozwiązałoby przeniesienie go do jarocińskiej szkoły. Wówczas z pozostałymi dziećmi z Kotlina rano byłby dowożony do szkoły, a o 13.00 bezpośrednio z Jarocina, z cała grupą jechałby na zajęcia do Noskowa. Na chwilę obecną Rafał zakwalifikowany został do grupy, która zajęcia w Noskowie rozpoczyna o godzinie 13.30, tak więc bus musiałby przyjechać po niego około godziny 13.00, w tym czasie jednak wyjeżdża on z Szubianek z pozostałymi dziećmi i jedzie prosto do Noskowa - szkoda, że przez ten cały czas pani Frąszczak nie skontaktowała się ze mną ani razu, nie zaproponowała nic. Niech pani Frąszczak przyjdzie, a ja dam jej wszystkie papiery i niech ułoży plan dowozów. Niech zrozumie moją patową sytuację. Jaki ja miałbym interes w tym, żeby nie jechać po Rafała - żaden - stwierdza Masłowski. Kierownik wskazuje również na fakt, że owszem busy zakupione były do przewozu dzieci, ale niestety nie są w stanie zaspokoić potrzeb wszystkich w 100%. - To nie jest ośrodek dla jednego dziecka. Nigdzie, ani w kontrakcie, ani w decyzji, ani żadnym rozporządzeniu nie jest napisane, że my musimy dowozić dzieci na zajęcia. To tylko nasza dobra wola, ale nie jesteśmy w stanie zapewnić tego każdemu. Propozycja, jaką daliśmy pani Frąszczak, czyli, że będzie ona dowozić Rafała na Szubianki, a my dowieziemy go do Noskowa, a po zajęciach odwieziemy do domu, jest jedyną, jaką na chwilę obecną mogę zaoferować - informuje kierownik. Niestety, w związku z przepisami, PCPR nie może, tak jak gmina, zwracać rodzicom środków, jakie ponieśli na dowóz dziecka na zajęcia. - Mógłbym wówczas stracić dotację z Urzędu Wojewódzkiego - argumentuje Masłowski. Pani Anna zaś wylicza wydatki związane z leczeniem Rafała. - Nie stać mnie na to, aby trzy razy w tygodniu jeździć z nim do Jarocina. Ze szkoły w Pleszewie też mam zamiar zrezygnować wraz z końcem roku szkolnego. Mój mąż również choruje. Na utrzymanie siebie, Rafała i pozostałych dzieci mamy zaledwie, niewiele ponad 1800 złotych. Nie bez znaczenia jest również to, że jeździmy starym oplem, do którego naprawdę ciężko jest włożyć Rafała. Sama nie daję rady, zawsze musi być ktoś ze mną - żali się pani Frąszczak. Ma żal do starosty, który podczas którejś z kolei rozmowy telefonicznej stwierdził, że nie może jej pomóc. - Niech pan starosta przyjedzie, weźmie mojego syna większego ode mnie i dowiezie naszym samochodem do Jarocina. Jestem ciekawa, czy da radę! - z nieukrywanym rozgoryczeniem mówi matka. - Już nie wiem, do kogo się zwrócić. Szukałam pomocy u starosty, rozmawiałam z kierownikiem rehabilitacji w Noskowie panem Rokoczym i nie ma żadnych efektów. Chcę tylko dobra dla mojego dziecka, mówi się, że dokoła jest tyle instytucji pomocy, a jak się człowiek rozejrzy, to niestety zostaje sam! - ucina. W rezultacie rodzice podpisali kontrakt, zgodnie z którym Rafał 15 godzin tygodniowo powinien spędzać w Ośrodku w Noskowie, płacą za to 15 złotych miesięcznie. Niestety, nie są w stanie wywiązać się z podpisanej umowy, wiążą im ręce finanse i fizyczne możliwości. PCPR ma busy, ale nie jest w stanie zapewnić dowozu wszystkim dzieciom. W tym roku niestety plan dojazdów uniemożliwił dojazd na zajęcia dla Rafała, w przyszłym jednak plan ten może się zmienić i inne dzieci zdane będą na auta i „kieszenie” swoich rodziców. Kierownik Przemysław Masłowski zapewnia jednak, że zrobi wszystko, aby dojazd zapewnić wszystkim podopiecznym. Sabina Doga
|