| |
admin | 02 Mar 2010
Rozmowa z Michałem Listkiewiczem, byłym prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej, a obecnie przedstawicielem spółki PL.2012
Panie prezesie, proszę na początku naszej rozmowy powiedzieć, jaki jest cel pana wizyty w Jarocinie? Jestem przedstawicielem spółki przygotowań do EURO 2012 i odpowiadam za wizytowanie i rekomendowanie ośrodków, które starają się o przyjęcie uczestników tego turnieju. Oprócz Jarocina, dzisiaj odwiedziłem także Opalenicę, jutro w planie mamy kolejne trzy miejsca.
Jakie jest pana pierwsze wrażenie, jeśli chodzi o kompleks sportowy w naszym mieście? Zobaczyłem bardzo fajny obiekt. Przy odpowiednich inwestycjach i ciężkiej pracy przez dwa lata, ma on spore szanse na ośrodek pobytowy dla jednej z ekip na europejski czempionat w 2012 roku. Warunkiem i to takim, który stawia UEFA, jest rozbudowa hotelu. Chodzi o podniesienie standardu do czterech gwiazdek. Ja nie mówię, że obecny wygląd nie jest fajny, ale UEFA ma swoje wymogi. To, co obecnie jest w Jarocinie, wystarczy drużynom ligowym na zgrupowania, ale może nie wystarczyć finalistom ME. Oprócz tego wszystko jest tutaj na miejscu, basen, odnowa biologiczna, korty, dobre położenie. Blisko Poznania, niedaleko Wrocławia. To są duże plusy.
No właśnie, jak to jest z tymi odległościami, do Poznania jest 70 kilometrów, a do Wrocławia 100. To nie jest problem. W Austrii jako reprezentacja Polski mieszkaliśmy w miejscu oddalonym od stadionu o 200 kilometrów i nie było z tym żadnego problemu. Załóżmy, że w Jarocinie będzie przebywała drużyna, ona musi stąd tylko wyjechać trzy razy na mecz. Myślę, że nie będzie z tym problemów.
Można w ogóle porównać ośrodki zachodnie z tymi, które są w Polsce? Ten, w którym mieszkaliśmy w Austrii, był naprawdę na wysokim poziomie, z przeznaczeniem dla bogatych turystów, a nie dla drużyny piłkarskiej. Natomiast w Niemczech w 2006 roku mieszkaliśmy w zbliżonym standardem do tego w Jarocinie. Tam jednak był hotel czterogwiazdkowy. Myślę, że po realizacji tej inwestycji, nie miałbym problemów z umieszczeniem reprezentacji Polski w Jarocinie. Warto dodać, że na przykład obiekt we Wronkach odpadł już na samym początku, jest po prostu za mały. Kiedyś był on przykładem świetnego centrum pobytowego.
Oprócz Jarocina odwiedził pan także ośrodek w Opalenicy. Jak na jej tle wypada nasze miasto? Opalenica robi wrażenie. Będzie to najwyższy standard ze wszystkich ośrodków, tutaj nie mam wątpliwości. Tam to widać już dziś. Jednak jest pewna istotna różnica, bo tam na inwestycje pieniądze wykłada prywatny inwestor. Trzeba przyznać, że pan Remplewicz robi to z rozmachem. Jednak w Polsce jest mało ośrodków sportowych, więc jeśli Jarocin zrobi to, co zakłada burmistrz, to naprawdę będzie w ścisłej krajowej czołówce.
Jaką mamy pewność, że do Jarocina przy założeniu, że powstanie kolejne skrzydło hotelowe przyjedzie jakaś reprezentacja? Żadnej. To, że ośrodek znajdzie się w katalogu, z którego dana federacja może wybierać, jeszcze o niczym nie świadczy. Ostateczna decyzja należy zawsze do przedstawiciela danego kraju. Myślę, że nawet gdyby nie przyjechali piłkarze, to spokojnie można liczyć na kibiców, dziennikarzy. Należy o tym pamiętać, że w dzisiejszych czasach, bardzo dużo osób jeździ za swoją drużyną po całym świecie. Czasami nie licząc się z kosztami. Nie dziwię się też włodarzom Jarocina, którzy cały czas zastanawiają się nad taką dużą inwestycją, bo przecież to pieniądze, z których trzeba się rozliczyć.
A co będzie, jeśli Jarocin wybuduje czterogwiazdkowy hotel i po EURO nikt tutaj nie przyjedzie, bo będzie po prostu za drogo? Podobna sytuacja była w Portugalii podczas Euro w 2004 roku, jednak to jest kraj, który w dużej mierze utrzymuje się z turystyki. W Polsce, w której turystyka nie stoi na tak wysokim poziomie, trzeba mieć dla takich ośrodków operatorów, czyli firmy, które specjalizują się w zarządzaniu takimi obiektami. Wiem, że w Jarocinie też już trwają poszukiwania takiego operatora, który postara się o to, żeby ośrodek nie przynosił strat. Sama koncepcja mi się podoba, wszystko można ładnie ogrodzić i zamknąć. Dla drużyn grających w finałach ME, bardzo ważny jest spokój.
To na koniec panie prezesie, właśnie ruszyła runda rewanżowa polskiej Ekstraklasy. Czy Kolejorz w końcu sięgnie po „Majstra”? Może pan już coś wie na ten temat? Nie, nie, ja obecnie zajmuję się czymś innym, nie ligą. Jeśli chodzi o ruch transferowy, to słabo. Ale jeśli chodzi o ilość i zaangażowanie kibiców, to „Kolejorz” już jest mistrzem. Sprzedano przecież osiem tysięcy karnetów, a już jest kolejka po następne. Gdyby to było miernikiem sukcesu, to Lech już ma mistrza. To co się dzieje w Poznaniu, jest ewenementem na skalę krajową. Rozmawiał Maciej Parysek
|