6 wrzeœnia 2010
Imieniny obchodzą:
Beata, Zachariusz, Eugeniusz

      JAROCIN FESTIWAL 2010  
 

admin | 28 Jul 2010

K...a, co za tupet, czyli jarocińska publika nie wybacza

Z obrazków, jakie widziałem podczas tegorocznego festiwalu, w pamięci utkwił mi szczególnie jeden. Tuż przed koncertem Pidżamy Porno wyszedłem z terenu festiwalowego i udałem się w stronę parku. Przy płocie, wzdłuż rozdzielni gazu stała grupka nieco starszych fanów muzyki. Widać było od razu, iż są to typowi przedstawiciele ortodyksyjnego punka, którzy są nastawieni wbrew wszystkiemu, a już na pewno pałają nienawiścią do policjantów. Najciekawsze było to, że ucinali oni sobie pogawędkę właśnie z jednym z jarocińskich mundurowych, ubranym po cywilnemu w krótkie portki, sportowe buty i t-shirt. Nie wiem, czy miał on za zadanie obserwowanie podejrzanych grup, które mogą wywołać ewentualną zadymę. W każdym razie właśnie panowie, z którymi rozmawiał, na takich wyglądali. Zaczepiali przechodzących ludzi, a tym, którzy nie chcieli ich wspomóc finansowo, nawet grozili nie przebierając w słowach. Po chwili odszedłem dalej myśląc, że pewnie te punki nie wiedzą, że gadają z gliniarzem. Przeszło mi nawet przez myśl, aby ich o tym poinformować, ale ta myśl równie szybko zniknęła, jak się pojawiła. Niestety, uszedłem kilkadziesiąt metrów i ktoś mnie wyręczył w przedstawieniu sobie ortodoksyjnych punków i sympatycznego policjanta w sportowym stroju. Dowiedziałem się o tym, bo usłyszałem hałas i towarzyszący mu okrzyk „łapać psa, zabić k...ę”. Po chwili sprintem przebiegł obok mnie policjant, a za nim pofrunęła butelka i kilka kamieni. Na szczęście żaden nie doleciał do celu ani nie trafił przypadkowych przechodniów, których nie brakowało. Policjant na swoje szczęście biegał szybko i zniknął w mroku parku. Biegnące za nim parę metrów punki szybko załapały zadyszkę i zrezygnowały z pogoni, choć widać było, że rozpiera ich agresja i są gotowi nawet zabić. Po zakończeniu pogoni jeden z ortodoksyjnych punków rzucił patrząc w mrok parku, gdzie zniknął przed chwilą policjant „K...a, co za tupet”.
Sytuacja tragikomiczna, ale pasująca jak ulał do jarocińskich klimatów. Tutaj publika niektórych zachowań po prostu nie wybacza. Gdyby sytuacja miała miejsce po koncercie SKA-P, pewnie ani policjant by nie uciekał, ani tamci by go nie gonili. Żałuję tylko, że koncert SKA-P odbył się już w piątek. Żałuję dlatego, że żaden z zespołów - mimo ogólnie wysokiego poziomu koncertów - nie wygenerował takiej porcji energii, jaką wysłali gorącokrwiści Hiszpanie w kierunku jarocińskiej publiki. Podchodziłem do ich występu z pewnym dystansem, bo nauczony doświadczeniem poprzednich festiwali więcej spodziewałem się po polskich wykonawcach, niż po zagranicznych gwiazdach, które w ostatnich latach raczej zawodziły z niewielkimi wyjątkami. Mimo tego, że zespół zachwalało mi kilka godzin wcześniej dwóch młodych Ślązaków, którzy na festiwal przyjechali z Pszczyny. - Chłopie, my ich już dzisiej widzieli. Pili koło nos piwo w ogródku i szprechali po swojemu, a przez to my ich poznali. Oni dadzą czadu - zachwalali Ślązacy. Myślałem, że się mylą, bo już wiele razy słyszałem, że ten czy tamten zespół da czadu, a srogo się zawodziłem. Tym razem było inaczej. Gdy na scenie szaleli Hiszpanie, to skakali wszyscy, którzy byli w promieniu kilometra od sceny. Nie tylko ci z karnetami, ale również ci, którzy stali wzdłuż ulicy Maratońskiej. Po show SKA-P nawet kultowy w Jarocinie Dezerter - mimo przyzwoitego i energetycznego występu - wypadł blado. Parafrazując Hitchcocka, było to tak, jakby po trzęsieniu ziemi na samym wstępie filmu spodziewać się większych emocji w dalszej jego części. Hiszpanie poruszają w swych tekstach tematy kontrowersyjne, jak choćby pedofilię wśród księży. Niektórych to razi i gorszy. Ale czy Jarocin nie był od zawsze miejscem, gdzie można mówić to, co gdzie indziej jest zasłaniane kurtyną milczenia? Zapraszamy Hiszpanów za rok!
Owszem emocji było na tegorocznym festiwalu sporo także i po koncercie SKA-P. Przypadła mi do gustu Coma, którą to chyba najdłużej do bisów zapraszali okrzykami i oklaskami widzowie. Muzycy z pewną nieśmiałością wyszli po kilku minutach, a lider grupy dodał, że nie spotkał się z takim przyjęciem od dawna. Publikę rozgrzały też dynamiczne rytmy Flogging Molly. Lidera grupy po koncercie zaniesiono na rękach do stanowiska z piwem. Jako Irlandczyk z krwi i kości nie miał kłopotów z wypiciem kufla polskiego złocistego trunku jednego ze sponsorów. Z kolei gitarzysta tej grupy nie mógł opędzić się od fanów chcących zamienić z nim parę słów. Widać było, że chłopaki wpasowali się w jarociński klimat idealnie. Jeden ze szczęśliwców wymienił się nawet z gitarzystą Flogging Molly koszulkami. Mamy Irlandię w Polsce - jak obiecał Tusk!
Kontrowersyjne opinie krążyły po występie Gossip. Zastanawiało mnie tylko, czy wokalistka śpiewa każdej publice hit Whitney Houston „I will always love you”. Dla niektórych było to żenujące, ale ja odczytałem to jako symbol, że jarocińską publiczność da się pokochać na zawsze. Ale tylko wtedy, gdy widzi ona, że wykonawca całkowicie się dla niej spala na scenie i daje z siebie 110 lub 120 procent sił.
Wspomniałem o zawodzie, jaki sprawiali zagraniczni muzycy w przeciwieństwie do polskich kapel. Teraz było na odwrót. Zawiódł mnie Hey. Podobnie Pidżama Porno, która ściągnęła do Jarocina tłumy. Odniosłem wrażenie, że Grabaż ma ochotę po trzech kwadransach zejść ze sceny, ale chwała mu za to, że tego nie zrobił. Podejrzewam, że rozwścieczeni fani Pidżamy nie wypuściliby go w całości z Jarocina. Mogło to wynikać z długiej rozłąki, jaką mają za sobą muzycy Pidżamy. Z moim przyjacielem byliśmy jednomyślni co do tego, że Pidżamę pobiło na głowę T.Love i Lao Che. Zwłaszcza ci drudzy byli ogromną niespodzianką zarówno dla mnie, jak i dla wielu innych widzów leniwie oczekujących na późniejsze piątkowe koncerty.
Festiwal był wreszcie na miarę tych, które pamiętam z dawnych lat. Tłumy ludzi w sklepach, śpiący gdzie popadnie fani muzyki wycieńczeni zabawą pod sceną. Brudni miłośnicy rocka proszący o grosik na wino. Tego brakowało w latach poprzednich, a w tym roku wróciło. Miejmy nadzieję, że kolejne festiwale będą tylko lepsze od tej fantastycznej imprezy, jaka miała miejsce w naszym mieście w ubiegły weekend. Bo festiwal to nie tylko żebrzący na wino żul, ale przede wszystkim kapitalna muzyka i niezapomniany klimat, jakiego brakowało od lat.

TOMASZ SŁABOSZEWSKI





Autor:
E-mail: (nieobowiązkowy)
Uśmieszki: smile wink wassat tongue laughing sad angry crying 

| Wyczyść pamięć


 Startuj z Życiem!
 Dodaj do ulubionych!
POGODA : JAROCIN

NOWY NUMER

SZYBKI KONTAKT

NAJNOWSZA GALERIA
Jarocin Festiwal 2010 - 30lecie

OGŁOSZENIA DROBNE
 Sprzedam
 Nieruchomości
 Auto-moto
 Praca
 Rolnicze
 Usługi
 Różne
 Towarzyskie
 Informator medyczny

LOKALIZACJA
JAROCIN FESTIWAL 2009


WIEŚCI Z GMIN


SPORT


JAROTAJAROCIN.COM
  Walkoweru nie będzie
  Piłkarzy było wielu...
  Pozdrowienia z Katalonii!
  Karol Danielak: Przeskok z juniora do seniora jest ogromny
  Smektała jak Leo Messi
  Trzy punkty kapitana
  II liga, gr. zachodnia: 13. kolejka
  Relacja z meczu w Radio Centrum 106.4 FM
  Po pierwsze zapomnieć o Wągrowcu!
  Występ trenera Jaroty
  Szymon na podium
  Ruszają z budową
  Owczarek: Przegraliśmy przez błędy, ale nie graliśmy źle


HISTORIA


KABARET


© 2008 by zyciejarocina.pl do góry