6 wrzeœnia 2010
Imieniny obchodzą:
Beata, Zachariusz, Eugeniusz

      Jarocin nie SKA-Pitulował  
 

admin | 28 Jul 2010

- Niektórzy mówią, że do Jarocina przyjeżdża gorszy rodzaj publiczności. Oni ch...ja wiedzą. Jak mawiał mój tata, w du...ie byli i gówno widzieli - tak Krzysztof „Grabaż” Grabowski, lider reaktywowanej specjalnie na Jarocin Festiwal 2010 Pidżamy Porno zwrócił się do krytykantów sztandarowej jarocińskiej imprezy. No właśnie, kto nie był, niech żałuje, gdyż był to niewątpliwie jeden z najlepszych festiwali od czasu jego reaktywacji w 2005 r. Większość zaproszonych kapel zagrała naprawdę dobre koncerty. Do tego dopisała pogoda i publiczność, której według szacunków mogło się bawić nawet 15 tysięcy.

Najważniejszy laur Jarocin Festiwal 2010 - Złotego Kameleona, czyli nagrodę publiczności wyrażoną największą liczbą SMS-ów, zdobyła formacja GrinPiss z Olesna (woj. opolskie). Kapela, która przyznaje się nawet do fascynacji popularną w latach 70. ubiegłego wieku grupą Kiss, to jednak ogólnie mówiąc gra melodyjnego, kalifornijskiego punka. Podobnie zresztą jak zwycięzcy z poprzedniego roku - Holden Avenue Widać, że taka muzyka podoba się jarocińskiej publiczności. Szkoda tylko, że chłopacy śpiewają w języku angielskim. Ciekawostką jest fakt, iż w swoim instrumentarium mają aż trzy gitary, co w zespołach rockowych, a tym bardziej „punkowych”, jest rzadkością. - To było niesamowite uczucie. W sobotę w godzinach wieczornych dowiedzieliśmy się, że następnego dnia zagramy na dużej scenie. Oznaczało to tylko jedno. Wygraliśmy! Nie wiedzieliśmy tylko jeszcze, jaką nagrodę. Szczerze liczyliśmy na nagrodę publiczności. W końcu nagroda publiczności jest głosem ludzi, dla których gramy, a nagroda jury to uznanie kilku specjalistów. Dlatego właśnie ta nagroda jest dla nas tak ważna. Fantastycznie uczucie! - czytamy na stronie internetowej GrinPiss. Zespół podobno zebrał ponad połowę głosów oddanych na wszystkie zespoły. Jest to jednak informacja nieoficjalna, ponieważ do dnia dzisiejszego (19 lipca) ani witryna internetowa agencji GoAhead, organizatora imprezy, ani tym bardziej oficjalna strona festiwalu, niestety, nie pofatygowały się podać żadnej informacji o wynikach konkursu młodych kapel. Na myspace`owym profilu Red Bull Tourbus, oficjalnego sponsora konkursu, też takiej wiadomości nie uświadczymy.
Z reporterskiego obowiązku należy wspomnieć, że nagrodę jury zgarnął zespół Neony z Wrocławia. Ich twórczość porównałbym do muzyki popularnego obecnie szkockiego zespołu Franz Ferdinand. Dobrze, że wokalista Neonów śpiewa po polsku. Zobaczymy, czy był to trafny wybór. Jeżeli porównamy koncerty dwóch zeszłorocznych laureatów podczas Jarocin Festiwal 2010: Rotofobii (laureat jury) i Holden Avenue (laureat publiczności), to zdecydowanie lepiej wypadli ci drudzy. Zespołu Rotofobia słuchała tylko garstka ludzi, chociaż obydwie kapele grały mniej więcej o tej samej porze.
Wiem, że ludzie wolą słuchać uznanych gwiazd, o czym przed festiwalem mówili mi znani polscy muzycy, jak Zygmunt Staszczyk z T.Love, Krzysztof Grabowski z Dezertera czy „Grabaż” z Pidżamy Porno. - Nie ma pogody dla młodych kapel. Ten proces trwa od jakichś 10 - 15 lat. Rówieśnicy nie chcą słuchać zespołów, w których grają ludzie w ich wieku. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Jest to zauważalne na innych przeglądach czy festiwalach, gdzie grają te młode zespoły. Wówczas większego zainteresowania nie wzbudzają - powiedział Krzysztof „Grabaż” Grabowski. Podejrzewam, że świadomi tego są również organizatorzy - agencja GoAhead, której szefowie na przedfestiwalowej konferencji prasowej mówili, że robią co mogą, aby to zmienić. Aczkolwiek w tym roku znów odniosłem wrażenie, że najchętniej pozbyliby się konkursu młodych kapel. Widać, a przede wszystkim słychać to było podczas samego przeglądu, kiedy koncerty młodych zespołów były skutecznie zagłuszane przez strojące się właśnie gwiazdy na dużej scenie. Konkurs młodych kapel, to nadal największy minus jarocińskiego festiwalu.

Czy jest tu piekło?
To tekst tegorocznego Jarocina. Ciągle było słychać wśród publiki to pytanie. Skąd się ono wzięło? Ano z koncertu zespołu Masturbator z Konina, który dał niezły show w pierwszy dzień festiwalu podczas swojego koncertu na małej scenie. Dla większości słuchających występ tej kapeli był miłym zaskoczeniem. Członkowie w czasie występu wyglądali jak potwory z bajek o Scooby Doo. Masturbator, który powstał ponad 20 lat temu, teraz dopiero wydał płytę. Po ich koncercie można ją było kupić za jedyne 10 zł. Jednak zanim formacja z Konina wyszła w nocy na małą scenę, to wcześniej dużo się działo na dużej scenie.
Granie w pierwszy dzień rozpoczął wspomniany wcześniej zespół Holden Avenue. Po nich na scenie pojawił się duet Paula i Karol, grający muzykę, którą ogólnie określić można jako folk. Następnie Pustki. Ich występ zdołał przyciągnąć pod scenę już znacznie większe grono ludzi. Całkiem dobry koncert zagrało Lao Che. Pomimo, iż ekipa z Płocka zaprezentowała w większości materiał ze swojej najnowszej płyty „Prąd stały, prąd zmienny”, który nie jest aż tak przebojowy jak piosenki z płyt „Gospel” czy „Powstanie Warszawskie”, to publiczności się spodobali. Chociaż jeden z członków Lao Che w rozmowie z nami stwierdził, iż w jego opinii był to tylko koncert średni. Po Lao Che na godzinę sceną zawładnęło trio ze Szkocji, czyli Biffy Clyro. Ich występ mógł się podobać, bo zagrali naprawdę bardzo czadowo. Po Szkotach przyszedł czas na rodzimą gwiazdę - zespół Hey, którego początki kariery związane są właśnie z festiwalem w Jarocinie, bowiem w 1992 r. właśnie tutaj zdobyli nagrodę dziennikarzy. Wprawdzie w opinii wielu osób był to dobry koncert, to mnie osobiście zanudził. Być może dlatego, że w związku z jubileuszem festiwalu spodziewałem się, iż zespół rodem ze Szczecina zagra więcej starych piosenek, tych z płyt „Fire” i „Ho”. Niestety, usłyszałem tylko „Teksańskiego”.
Po Heyu przyszedł czas na hiszpańskie Ska-P. Dla dużego grona słuchaczy był to najlepszy koncert podczas Jarocin Festiwal 2010. Osobiście też się pod tym stwierdzeniem podpisuję. W graniu zespołu z Madrytu słychać zarówno muzykę ska, punk, jak i latino, które zmieszane z gorącym, południowym temperamentem, tworzy naprawdę wybuchową koncertową mieszankę. W czasie ich występu radośnie tańczył cały stadion. Nie pamiętam kolejności, ale grali swoje największe hity jak „Romero el madero”, „Gato Lopez”, „Intifada”, „El vals del obrero” czy „Cannabis” :) Odniosłem nawet wrażenie, że publiczność śpiewa z Pulpulem, wokalistą Ska-P, niektóre teksty w ich ojczystym języku. Jestem tylko ciekaw, czy gdyby polski zespół wyśpiewywał w naszym rodzimym języku podobne treści jak Hiszpanie, to czy zostałby zaproszony na festiwal. Wydaje mi się, że nie. Organizatorzy obawialiby się pewnie reakcji Kościoła, który często atakują w swoich tekstach muzycy z Półwyspu Iberyjskiego. Warto dodać, że członkowie Ska-P przed swoim koncertem swobodnie spacerowali sobie w tłumie festiwalowiczów, pozując bardzo często do zdjęć, co w przypadku polskich gwiazd jest rzadkością.
„Kłam TV” - tak nazywała się stacja telewizyjna, która nadawała z Jarocina w czasie koncertu Dezertera. Jeden z najważniejszych zespołów w historii polskiego punk rocka, zagrał przekrojowy koncert w oryginalnej formule z okazji 30. jubileuszu pierwszej jarocińskiej imprezy. Usłyszeliśmy dużo starych piosenek jak np. „Szara rzeczywistość”, ale również premierowe utwory (m.in. „Made in China”) z nagranej, ale jeszcze nie wydanej nowej płyty.

Welwetowe swetry
Pierwsze dwa zespoły drugiego dnia: Rotofobia i CF98 nie pokazały nic wielkiego. Dopiero, kiedy Hurt wyszedł na scenę, zrobiło się ciekawiej. Maciej Kurowicki, lider tej wrocławskiej formacji, swoimi bardzo melodyjnymi piosenkami rozgrzał publiczność, która w czasie jego występu klaskała i wykonywała rękoma tzw. falę. Po Hurcie zagrały poznańskie Muchy z Michałem Wiraszko, do niedawna jeszcze dyrektorem Jarocińskiego Ośrodka Kultury. Na koniec zespół zaprosił Dzieci Jarocina, z którymi wykonał stary przebój Republiki „Telefony, telefony”. Mam nadzieję, że dzieci szybko zostały odstawione do domu, gdyż wokalista kolejnej kapeli - Gallows z Anglii bardzo często w zapowiedziach swoich piosenek używał słowa „fuck”. Słuchając wcześniej ich nagrań myślałem, że kapela da niezłego czadu. Niestety, trochę się na ich koncercie zawiodłem. Jedyną piosenką, która zapadła mi w pamięci, to zapowiedziana przez wokalistę jako cover The Clash „I fought the law” (tak na marginesie, to jako pierwszy w latach 60. zeszłego wieku nagrał ją inny brytyjski artysta, niejaki Bobby Fuller). Zdecydowanie lepiej wypadła Coma, która dała większego czadu niż hard-core`owcy z Anglii. Jeden mój znajomy, o którym można w przenośni powiedzieć, że na festiwalach zjadł zęby, uparcie twierdzi, iż był to najlepszy koncert tegorocznego Jarocina. Być może, aczkolwiek dla większości to występ następnej kapeli był wydarzeniem festiwalu.
Chodzi oczywiście o reaktywowaną specjalnie na festiwal Pidżamę Porno, której członkowie mogli się w tym roku przekonać, jak przewrotny bywa los. Pamiętam, że jako nastolatek słuchałem ich w 1989 r. i 1990 r. na przesłuchaniach przed festiwalem, które odbywały się w Jarocińskim Ośrodku Kultury. Niestety, nigdy Pidżama Porno nie została dostrzeżona ani przez jurorów, ani przez publiczność. Tym razem to właśnie dzięki tej kapeli zabrakło karnetów na festiwal. A koncert, mimo iż nie był w mojej ocenie ich najlepszym, jaki widziałem, to mógł się podobać. Zabrakło mi trochę starszych piosenek, z których „Grabaż” i spółka zagrali tylko „Welwetowy swetry”. Publice jednak to nie przeszkadzało i do końca ich koncertu bawiła się doskonale. Po Pidżamie sceną zawładnęli weterani hard rocka z TSA w oryginalnym składzie. Oczywiście nie mogło zabraknąć ich największych hitów, jak chociażby „51” czy „Alien”. Na bis zabrzmiały „Trzy zapałki”.

Guinness poleciał ze sceny
W ostatni dzień na początku zaprezentowali się tegoroczni zwycięzcy konkursu młodych kapel, czyli GrinPiss i Neony. Mogliśmy również usłyszeć dawnych laureatów Jarocina z Jarocina: Tandem Blues, Random Justice i Acapulco. Dalej był zespół Sublim, który momentami przypominał mi brytyjskie Placebo, którego nawet cover zagrali. Sporo ludzi bawiło się już przy Buldogu. Zespół występuje już bez Kazika Staszewskiego. Nowym wokalistą jest teraz Tomek Kłaptocz, który dawniej śpiewał w Akurat.
Dużo zamieszania pod sceną zrobiło amerykańsko - irlandzkie Flogging Molly, które połączeniem folku irlandziego i punka dało bardzo żywiołowy koncert. Członkowie tej kapeli przez cały występ sączyli Guinnessa. Na koniec kilka puszek tego zacnego trunku wyrzucili publiczności. Co ciekawe, po koncercie jeden z członków Flogging Molly został zaniesiony przez fanów do ogródka piwnego, gdzie został poczęstowany polskim piwem.
Jeżeli ktoś by mi powiedział, że w Jarocinie usłyszę hity Tiny Turner i Whitney Houston, to nazwałbym go wariatem. Ale właśnie przeboje tych gwiazd popu zabrzmiały w niedzielę w trakcie bardzo udanego koncertu potężnej Beth Ditto (obdarzonej także potężnym głosem) i jej zespołu Gossip.
Po Gossip wystąpiła Kora, która w większości zaśpiewała największe przeboje swojego macierzystego zespołu Maanam. Było „Buenos Aires”, „Cykady na Cykladach”, „Oddech szczura” i wiele innych. Odniosłem jednak wrażenie, że wieku nie da się oszukać i Kora nie dysponuje już tak potężnym głosem jak w latach 80. ubiegłego wieku.
Na finał festiwalu organizatorzy wystawili T.Love. Zygmunt Staszczyk do koncertu zaprosił gości. I tak wraz Korą zaśpiewał „Warszawę” oraz „Szare miraże”; z „Grabażem” „Outsidera” (piosenkę T.Love, którą Pidżama Porno wylansowała po latach) oraz z repertuaru właśnie Pidżamy „Nienawidzę mojej generacji”; z Robertem Brylewskim „Święty szczyt” i „Ambicję” (z repertuaru Kryzysu i Deadlock) oraz ze Zbigniewem Hołdysem „Autobusy i tramwaje” i jego kawałek pt. „Kuba”. Oprócz tego usłyszeliśmy wiele starych, prawie zapomnianych już hitów T.Love, jak „Gwiazdka”, „Garaż”, „Wychowanie” czy „Karuzela”. Koncert, wbrew wcześniejszym obawom, iż Muniek może powtórzyć swój niedawny alkoholowy wybryk, był naprawdę bardzo udany. Na samo zwieńczenie usłyszeliśmy „Pasażera”, stary przebój Iggy`ego Popa.

Kiepski żart
Po zeszłorocznym festiwalu napisałem, że Jarocin Festiwal nie ma już wydźwięku ogólnopolskiego, że jest raczej imprezą regionalną o zasięgu wojewódzkim. Zdenerwowałem tym stwierdzeniem Roberta Kaźmierczaka, wiceburmistrza Jarocina, który twierdził wówczas uparcie, iż impreza cały czas się rozwija. Muszę mu teraz w tym miejscu zwrócić honor, ponieważ faktycznie festiwal w tym roku, zarówno pod względem frekwencji, jak i pod względem artystycznym, był bardzo udany. Nie wiadomo, czy duża liczba fanów rocka, największa od czasu reaktywacji, była spowodowana doborem gwiazd, czy tym, że był to jubileuszowy festiwal. Zobaczymy, jak będzie w przyszłym roku. Trzymam kciuki za powodzenie.
Ale, żeby nie było zbyt różowo, na koniec mały przytyk do organizatorów. Nie wiem, co za idiota wpadł na pomysł, aby nie można było wnosić na teren festiwalowy zwykłej wody w plastikowych butelkach (w poprzednich latach było to możliwe, pod warunkiem, że butelka była oryginalnie zamknięta). Przy panujących przez pierwsze dwa dni imprezy ponad czterdziestostopniowych upałach, zakrawa to na kiepski żart. Tym bardzie, że w ogródku gastronomicznym jej cena za pół litra wynosiła aż 5 zł.

Patrik Pinczewski

.......................................................................................





Autor:
E-mail: (nieobowiązkowy)
Uśmieszki: smile wink wassat tongue laughing sad angry crying 

| Wyczyść pamięć


 Startuj z Życiem!
 Dodaj do ulubionych!
POGODA : JAROCIN

NOWY NUMER

SZYBKI KONTAKT

NAJNOWSZA GALERIA
Jarocin Festiwal 2010 - 30lecie

OGŁOSZENIA DROBNE
 Sprzedam
 Nieruchomości
 Auto-moto
 Praca
 Rolnicze
 Usługi
 Różne
 Towarzyskie
 Informator medyczny

LOKALIZACJA
JAROCIN FESTIWAL 2009


WIEŚCI Z GMIN


SPORT


JAROTAJAROCIN.COM
  Walkoweru nie będzie
  Piłkarzy było wielu...
  Pozdrowienia z Katalonii!
  Karol Danielak: Przeskok z juniora do seniora jest ogromny
  Smektała jak Leo Messi
  Trzy punkty kapitana
  II liga, gr. zachodnia: 13. kolejka
  Relacja z meczu w Radio Centrum 106.4 FM
  Po pierwsze zapomnieć o Wągrowcu!
  Występ trenera Jaroty
  Szymon na podium
  Ruszają z budową
  Owczarek: Przegraliśmy przez błędy, ale nie graliśmy źle


HISTORIA


KABARET


© 2008 by zyciejarocina.pl do góry